Postanowienia noworoczne

Jest coś wyjątkowego w tym, kiedy zaczyna się nowy rok. To jak gdyby nowy etap w życiu. Zaczęcie wszystkiego od nowa, zapomnienie tego, co było negatywne i niepotrzebne. Z każdym, nowym rokiem przychodzi nadzieja na lepszy start, nowe pomysły i postanowienia. Temat powracający jak bumerang. Wiele osób tworzy swoje listy celów, rzeczy do zrobienia bądź zmiany jakie chcą wprowadzić w swoim życiu. Okazuje się jednak, że nawet u 92% z nich rokrocznie są na niej te same punkty. I tylko 8-10% ludzi wypełnia przyrzeczenia noworoczne. A jak to jest u ciebie? Dzisiaj postanowiłam podzielić się tym jak to jest u mnie. Otóż ja nigdy nie wytyczałam sobie corocznych postanowień. Nie miałam nigdy takiej potrzeby ani nie poddawałam się zasadzie skoro inni to ja również muszę. Moje życie zawsze było tak bardzo intensywne, że wielokrotnie nawet nie miałam możliwości pomyśleć na swój temat. Przez wiele lat nawet nie zastanawiałam się nad tym co ja tak naprawdę lubię. Do czasu kiedy wszystko się zmieniło. Kilka lat temu nadszedł dzień w którym postanowiłam wszystko postawić na jedną kartę. Przeanalizowałam swoje dotychczasowe życie i wiedziałam, że nie chcę już dłużej aby ono w dalszym, ciągu wyglądało tak samo. Zdawałam sobie sprawę z tego, że postanowienia były zbyt drastyczne i wielkie aby móc je zrealizować w krótkim okresie czasu. A na pewno nie byłam w stanie ich zrealizować w ciągu jednego roku. Długo się nad tym wszystkim zastanawiałam i projekt ten nazwałam „Tysiąc Marzeń”. Postanowiłam spełnić tysiąc swoich marzeń i celów, które wytyczyłam sobie w tamtym czasie oraz wszystkie te marzenia o których myślałam nawet wtedy gdy byłam małym dzieckiem i nastolatką. Wszystko to co gdzieś tam daleko zawsze pozostawało z tyłu mojej głowy, niespełnione cele, pragnienia i marzenia. Gdy zaczęłam opowiadać swojej rodzinie i znajomym co będę robiła i kim będę za rok dwa czy pięć lat część z nich wzięło mnie za wariatkę, inni stwierdzili, że postradałam zmysły a jeszcze inni, że mi totalnie odbiło. Każde moje zmiany jakie wprowadzałam do swojego życia aby móc się przybliżyć do spełnienia swoich celów i marzeń były odbierane jako coś negatywnego, oburzającego i szokującego. Bo przecież jak tak można, nikomu się to nie udało, co to w ogóle za pomysły i po co cokolwiek zmieniać. Na swojej drodze do zmiany odsunęło się ode mnie sporo znajomych i część rodziny biorąc mnie jak już wspomniałam za totalną wariatkę. Mimo szydzenia ze mnie i wyśmiewania ja z dnia na dzień malutkimi kroczkami dążyłam do życia w zgodzie ze sobą. Zawsze miałam apetyt na więcej. Z czasem zauważyłam, że spełniając nawet te najdrobniejsze marzenia z dzieciństwa czy z obecnego życia staje się po troszku spełniona i coraz to bardziej szczęśliwszym człowiekiem. Mimo, iż podkładano mi kłody pod nogi i śmiano się mi prosto w twarz gdzieś tam głęboko w swojej duszy czułam się coraz lepiej. I choć nie raz miałam dość, odrzucenia, niezrozumienia, wytykania palcami i tej inności, której nikt we mnie nie chciał zaakceptować, ponieważ nie pasowałam do większości społeczeństwa oraz do schematów jakie są nam z góry narzucone łącznie z osiągnięciami i celami jakie sobie wytyczyłam. Każdy łapał się za głowę słuchając tego co sobie postanowiłam wiedząc, że jest to niemożliwe i pukając się w głowę pokazywali mi jakie są szansę na osiągnięcie tego co siedziało w mojej głowie. I choć w tym czasie wylałam morze łez, zniosłam tysiące obelg, wyzwisk i oskarżeń w moim kierunku niejednokrotnie tracąc przy tym nerwy wiem, że było warto. Gdybym miała jeszcze raz dzisiaj wybierać czy iść tą drogą czy się poddać z ręką na sercu jestem w stanie odpowiedzieć, że po raz kolejny stanęłabym po stronie swoich marzeń. Każde spełnione nawet najmniejsze marzenie sprzed kilku lub kilkudziesięciu lat powodowało chęć do spełnienia kolejnych tych większych i tych nierealnych do spełnienia na tamten czas. Ale gdy tak naprawdę człowiek się temu wszystkiemu przyjrzy to marzenia same nigdy się nie spełniają i tak samo jest z naszymi celami. Każdemu szczęściu trzeba odrobinę pomóc. Gdy sobie coś postanowimy nie może zakończyć się tylko na samym postanowieniu ponieważ wtedy nigdy nic z tego nie wyjdzie. Aby osiągnąć sukces trzeba być wytrwałym. Bez tego nigdy nie osiągniemy naszego celu. W moim przypadku bardzo ważne było przyjrzenie się sobie, swoim celom i marzeniom, podzielenie ich na pewne etapy i możliwości spełnienia ich w określonym czasie. Wszyscy dobrze wiemy, że zerwanie z nałogiem z dnia na dzień np. paleniem papierosów jest bardzo trudne. Dlatego warto sobie np. zmniejszać ilości wypalanych papierosów. Ale to też nie u wszystkich zadziała ponieważ do tego również jest potrzebna silna wola. Trzeba być głęboko w sobie przekonanym, że tego naprawdę chcemy i pragniemy. Tak też było z moimi postanowieniami. Na początku przeanalizowałam sobie je wszystkie i podzieliłam na pewne kategorie oraz kolejność ich spełniania. Nie wytyczyłam konkretnego czasu ale wiedziałam co po czym będę chciała zrealizować a jeżeli nie będę w stanie czegoś osiągnąć bądź nie wiedziałam jak, wtedy pojawiało się zawsze pytanie: Co jestem w stanie zrobić na dzień dzisiejszy abym mogła się przybliżyć do jego zrealizowania? Jeżeli było jakieś marzenie, które mnie całkowicie przerastało małymi kroczkami każdego dnia starałam się najpierw sprawdzić jak to się udaje innym osobom oraz co oni robią, że je spełniają a następnie powoli starałam się małymi krokami z dnia na dzień przybliżyć do jego spełnienia. Robić codziennie kolejny krok, który mnie przybliżał do realizacji. Posłużę się tutaj choćby moim wyjazdem do dżungli amazońskiej. Zanim w ogóle do niego doszło minęło wiele lat. Już jako dziecko marzyłam o tym aby tam pojechać. Nie miałam wybranego konkretnego miejsca, zanim zdecydowałam się na wyjazd przeszukiwałam różne fora na temat tych miejsc. To powodowało, że jeszcze bardziej chciałam tam się znaleźć. Z tygodnia na tydzień, miesiąca na miesiąc dowiadywałam się różnych nowych informacji. W końcu padła decyzja, że sama niestety nie mogę tam pojechać. Po pierwsze dlatego, że nie znałam języka a po drugie dlatego, że każdy odradzał mi samotnej podróży w tamte rejony jako kobiecie. Było to zbyt niebezpieczne. W kolejnym etapie gdy już znalazłam zorganizowaną wyprawę w miejsce, które mnie interesowało i z programem który mi podpasował okazało się, że stan mojego zdrowia nie pozwalał na taki wyjazd. Zasięgnęłam opinii kilku lekarzy, którzy odradzali mi tego wyjazdu. Na własna rękę zaczęłam poszukiwać możliwości podreperowania swojego zdrowia na tyle abym mogła się tam wybrać. Po roku przyjmowania różnych suplementów i picia ziół czułam, że jest to odpowiedni moment. Gdy tylko podpisałam umowę miałam kolejnych kilka miesięcy na zebranie nie małych pieniędzy. Ale gdy cel był już tak blisko pieniądze można powiedzieć, że znalazły się same. Wymagało to tylko ode mnie trochę samodyscypliny i zaangażowania. Dla chcącego nic trudnego. W końcu nie codziennie spełnia się marzenie swojego życia. Co prawda wyjazd ten był obarczony dla mnie wielkim ryzykiem i nigdy wcześniej nie byłam tak daleko i na tak długo od domu, to jak się okazało wszystko zakończyło się pozytywnie i chyba niepotrzebnie pisałam testament. Ale jak to mówią przezorny zawsze ubezpieczony. Na dodatek okazało się, że przy okazji tego wyjazdu spełniło się kilka kolejnych moich mniejszych marzeń o których nawet w tym momencie jeszcze nie myślałam ponieważ byłam zajęta tylko tym. Świat stoi dla nas otworem a my musimy tylko wszystko dobrze obserwować i korzystać z nadarzających się okazji. Gdy tylko ona się nadarza my za każdym razem mamy wybór albo z niej skorzystamy albo nie. Wielokrotnie jest tak, że my nawet ich nie zauważamy. Też tak kiedyś miałam, zanim sobie uświadomiłam jak to wszystko działa.  
Wiele osób mówi, że powinno się zapisać swoje cele, sporządzić checklistę na której będzie można wykreślać osiągnięte cele. Ja swoje miałam tak bardzo zakorzenione w głowie, tak bardzo byłam zmotywowana i nastawiona na ich spełnienie, że nie tworzyłam nic takiego. Wszystko to codziennie kłębiło się w mojej głowie i dokładnie wiedziałam czego chcę. Ale zanim doszłam do tego stanu musiałam również sporo nad sobą pracować, nic nie wzięło się z dnia na dzień. Zanim osiągnęłam pełną przejrzystość w moim umyśle czego tak naprawdę pragnę i na czym mi najbardziej zależy musiałam przejść długą drogę do tego aby zajrzeć w głąb siebie i dowiedzieć się wszystkiego o sobie.
Gdy już się tego wszystkiego dowiedziałam pojawiała się motywacja, która nie gasła przy pierwszej nadarzającej się przeszkodzie. Gdy tylko coś zaczynało się komplikować szukałam innej drogi. Nawet jeżeli dziesięć poprzednich pomysłów na osiągnięcie wybranego celu okazywało się klapą ja nadal nie poddawałam się i szukałam rozwiązania. Niejednokrotnie postępowałam tak jak to mówią gdy nie możesz wejść drzwiami wejdź oknem. Pięknie wyglądają zdjęcia zamieszczane ludzi swoich osiągniętych celów w mediach społecznościowych, ale tam nie widać całej tej drogi, która prowadziła do ich osiągniecia. I uwierzcie mi, że niejednokrotnie jest ona bardzo długa i kręta tylko jej na zdjęciu nie widać.
Niektóre osoby sugerują aby przygotować sobie listę korzyści, pomyśleć o przeszkodach jakie można napotkać albo przygotować sobie awaryjny plan działania. Ja niczego takiego nie robiłam. Konkretnie wiedziałam co chcę osiągnąć i drążyłam temat do tej pory aż osiągnęłam cel.
Kolejną rzeczą, która mi również pomogła w realizacji swoich marzeń i celów była wiedza. Poświęciłam wiele godzin na to aby zdobywać wiedzę, którą potrzebowałam do osiągnięcia postanowień. Nie raz słuchałam dwugodzinnego podcastu aby usłyszeć dwa zdania, które były kluczem do rozwiązania mojej zagadki. Do wyeliminowania problemów lub przeszkód, które stawały na mojej drodze do realizacji marzeń. Kolejne jeszcze przede mną i głęboko wierzę w to, że się spełnią.