Szlak Cysterski

Plany na dzisiejszy dzień były zupełnie inne ale całe szczęście, że zawsze można je zmienić. Nie muszą one być sztywne chociaż nie zawsze tak było w moim życiu. Od lat staram się wszystko stopniowo przekształcać i idzie to w dobrym kierunku. Jak to się mówi, małymi kroczkami do przodu. Nie od razu Rzym zbudowano dlatego ważne, że są postępy. Ale wracając do sedna wybrałam się dzisiaj na przejażdżkę rowerem. Pewnie dla innych to nic nadzwyczajnego cóż to może być, ot normalna rzecz dla większości, ale nie dla mnie. Od mojej ostatniej operacji minęło dwa lata bez 33 dni. I chociaż trzy razy wybrałam się rowerem na bardzo krótkie przechadzki, to jednak nie to samo co dzisiaj. Pamiętam jak wiele lat temu uwielbiałam pokonywać swoje ścieżki rowerem zatrzymując się wszędzie, gdzie tylko coś mnie zaciekawiło. To były bardzo odległe czasy, gdyż po tym jak pożyczyłam pewnej osobie swój rower i go już nigdy nie odzyskałam, długo nie kupiłam nowego . Następnie co prawda zakupu dokonałam ale codzienność i ciągła praca, w której swego czasu spędzałam całe dnie robiła swoje. Z czasem przyszły komplikacje zdrowotne i tak oto rower poszedł w odstawkę ale nigdy w zapomnienie. Tęskniłam za swobodnym przemierzaniem terenów zielonych z dala od miasta, ukrytych i nieznanych mi szlaków, aż do dziś. Postanowiłam, że jadę i koniec.

Mimo, iż wiedziałam, że mogę tego żałować ruszyłam w trasę, która od dawna chodziła mi po głowie, ciekawość wzięła górę. Wybrałam się ze Szczecina praktycznie pod Kobylankę. Moja ciekawość była tak ogromna, że nawet nie zwracałam uwagi na ból, który mi towarzyszył. Będąc jeszcze małą dziewczynką lekarze zabronili mi uprawiania jakichkolwiek sportów, długiego chodzenia, stania  itp. Zapewne gdybym wtedy się ich posłuchała nigdy bym nie zwiedziła tylu pięknych zakątków naszej ziemi i nie żyła tak aktywnie. A w niektórych latach bywało całkiem hardcorowo. Cała przyjemność polega na doświadczaniu, doznawaniu wszystkiego co nas otacza. Dla mnie życie bez tego nie miało by sensu. Kocham wszystko to co pozwala mi doświadczać, poznawać nowe i nieznane. I choć mieszkam tutaj tyle lat to jeszcze nigdy nie  byłam w tych miejscach rowerem. Nie poznawałam ich od zakamarków, przynajmniej nogi tak daleko mnie nie poniosą, a rower jest do tego idealny. Ruszyłam trasą wzdłuż ulic: Trzcinowej, Uczniowskiej, Kołbackiej, Buczynowej, Mostowej, Wiewiórczej, aż do Jezierzyc, które były moim celem. Na niektórych odcinkach jechało się idealnie  po nawierzchni bitumicznej, a na niektórych z kruszywa, czasem musiałam wjechać na jezdnię czy ją przeciąć. Rozglądałam się w każdą stronę i spoglądałam na wszystko co mijałam. Moje oczy chłonęły wszystko co było w ich zasięgu. Trasa ta jest świetną komunikacją pomiędzy osiedlami prawobrzeżnej części Szczecina a niestety mnie często odstraszało jeżdżenie rowerem po ulicach naszego miasta ze względu na duży ruch i niejednokrotne wypadki, które zdarzały się bardzo często. Nie zawsze kierowcy widzą rowerzystów na trasie i często potrafią zajechać im drogę lub całkowicie na nich najechać. Sama osobiście znam kilka osób, które już nie raz były potrącone samochodami. Chociaż w Płoni byłam nie raz to w  Jezierzycach mnie nigdy nie było. Z tych miejsc swój początek mają rowerowe szlaki turystyczne prowadzące poza Szczecin. W Płoni na przykład zaczyna się trasa rowerowa do Starego Czarnowa, a w Jezierzycach Trasa Pojezierna, która nie jest do końca gotowa. Za to leśną drogą da się dojechać nad jezioro Miedwie i tą trasę sobie obrałam przemierzając nierówne tereny wśród ciszy, śpiewu ptaków i soczystej zieleni, która zawsze budzi się do życia wraz z nadejściem wiosny. I choć początkowo miałam swoją trasę zakończyć w Jezierzycach, to koła pokręciły się dalej przemierzając cudowne widoki.

 

Mimo, że powrót był już trochę gorszy to z jednym przystankiem na posilenie udało mi się jakoś wrócić do domu. Obolała ale szczęśliwa z szerokim uśmiechem na twarzy odpoczywając w swoim łóżku tak oto napisałam kilka słów na temat mojej dzisiejszej wyprawy i mam nadzieję, że w tym sezonie uda mi się w końcu trochę poszaleć na rowerze.

.